Wyznania komiwojażera sztuki

Zdjęcie powyżej: pierwszy numer Art&Business, lipiec 1989 rok

Szczelbaczechowa 2. Lata 90. Tak zmieniali kulturę w Poznaniu

Z Alojzym Kucą, reaktorem naczelnym expovortalu com.pl o promocji sztuki…i  targów rozmawia Agnieszka Matczyńska

Agnieszka Matczyńska: Właśnie ukazała się „Szczelbaczechowa 2. Lata 90. Tak zmieniali kulturę w Poznaniu”. Rozumiem, że zmieniali kulturę, ale nie wiadomo, co udało im  się zmienić?  Trzeba przeczytać tę książę! Ponad trzystustronicową książkę o życiu kulturalnym i artystycznym Poznania w ostatniej dekadzie ubiegłego wieku złożył Wojciech Makowiecki. Jest tam również o tobie i twoim Art & Business. Okazuje się, że czas transformacji był bardzo owocny dla poznańskiej kultury. Jak wiem, środowisku ówczesnych twórców i animatorów kultury rej wodził właśnie Makowiecki. Jutro będzie na wieczorze autorskim w World Trade Center o godz. 18.00  w Poznaniu przy ul. Bukowskiej 12.

Zbigniew Legutko, światowej sławy marszand, twórca kolekcji Wojciecha Fibaka. Spotkanie w jego mieszkaniu w Nowym Jorku w 1994 roku

Alojzy Kuca  Tak, tak, zgadza się. W latach 90. Warszawa miała Andę Rottenberg, szefową Zachęty, kuratorkę sztuki i jej animatorkę; W Krakowie były Zofia Gołubiew i Anna Król, związane z krakowskim Muzeum Narodowym i promujące artystów z całej Polski. W Poznaniu zaś, Wojciech Makowiecki, człowiek – instytucja kultury, dyrektor poznańskiego Biura Wystaw Artystycznych  Arsenał, dobry duch tutejszych artystów, organizator artystycznych wycieczek na Biennale w Wenecji, rejsów statkiem Joanna po Warcie i poznańskich podkoziołków. Promocja sztuki nie polega na niedzielnym zachwycaniu się obrazkami. Sztuka i literatura to są zadania do myślenia na co dzień.

Wszedłeś w to towarzystwo przez stworzenie w 1989 roku pierwszego, prywatnego pisma o sztuce Art & Business, chociaż byłeś wówczas jednym z największych w Polsce wydawców prasy.  Po co jeszcze ART? Dla kogo? Aż tak brakowało pisma  o sztuce? Nie miałeś na co wydawać pieniędzy z Gazety Targowej?

Dobre pytanie, tylko postawiłaś je dokładnie o 30 lat za późno. Z punktu widzenia poznańskiego rozsądku to była fanaberia. Prof. Andrzej Friszke ostrzegał wtedy, Polska znajdowała się na granicy bankructwa. Inflacja wynosiła około 240 procent. Dolar kosztował 11 tysięcy zł. Zadłużenie państwa wynosiło ponad 40 mld dolarów. Komuniści, rządzący PRL, nie byli w stanie poradzić sobie z kryzysem. Czy pismo o sztuce było wtedy najpilniejszym zadaniem?

Emilie Brzezinski, rzeźbiarka, żona Zbigniewa Brzezińskiego, na stoisku Art&Business na Targach Sztuki w Chicago, 1993 r.

W rozmowie z Makowieckim mówisz, że „Art. & Business” był pismem pionierskim – nie miał wzoru ani w Polsce, ani w tej części Europy. Idea „Artu” i jego misja nie były wówczas oczywiste. Zwłaszcza dla artystów i urzędników.

Profesor Marian Golka, zaraz po opublikowaniu pierwszego numeru „Artu”, w którym był jednym z autorów,  przeprowadził badania w poznańskim  środowisku artystów i wyszło mu, że malarze, graficy, rzeźbiarze nie życzą sobie prywatnego rynku sztuki. Tym bardziej nie życzą sobie rynku sztuki urzędnicy od kultury.

Moim celem była przede wszystkim promocja sztuki, czyli upowszechnienie dóbr kultury w tym biednym kraju, zdewastowanym przez komunistów. Ale należy pamiętać, że polska kultura, sztuka, literatura i polska humanistyka były pierwszorzędnym towarem eksportowym na Zachodzie

Broń Boże, nie oczekiwałem żadnej  prowizji od artystów. A kiedy zaczęli przychodzić  do redakcji i upominać się, ile muszą dać, żeby o nich napisać –  zrzucałem ze schodów. Ponieważ zaproponowałem nowy, niepoprawny politycznie, więc kontrowersyjny sposób myślenia o sztuce,  która jest przede wszystkim  zjawiskiem artystycznym, ale również społecznym i rynkowym. Przekonywałem, że dzieło sztuki potrzebuje szerokiej publiczności , czyli rynku, który jest największym sojusznikiem artysty. Socjalistyczny, państwowy mecenat, który artystę i jego dzieło traktował jak swoja własność, odgrodził sztukę od społeczeństwa.  Sztuka ma rynkowy rodowód.  Komunistyczny wymysł, że sztuka nie znosi rynku i jest tylko do oglądania w muzeach i galeriach – okazał  się dla sztuki zabójczy.

Ponieważ polska kultura poniosła ogromne starty przez wojnę i PRL – podjąłem się misji  naprawiania tych szkód. Że to utopia? Tak, ale ktoś musiał wziąć na siebie to, z czym nie radziło sobie państwo.

Setny numer Art&Business

Powtórzyłbyś dzisiaj ten projekt promocji polskiej kultury i sztuki? Masz doświadczenie.

Nie, absolutnie nie!

Ale bezinteresownie zajmujesz się marketingiem targowym, piszesz o targach, promujesz…

Kończyliśmy tę samą poznańską polonistykę, gdzie profesor Jerzy Ziomek, wybitny znawca renesansu ułożył z Pieśni Jana Kochanowskiego skład zasad moralnych dla Polaków. Szczególnie podkreślał walory etyczne i społeczne Pieśni XIX. To fragment tej pieśni:

Nie chciał nas Bóg położyć równo z bestyjami:
Dał nam rozum, dał mowę, a nikomu z nami.

Przeto chciejmy wziąć przed się myśli godne siebie,
Myśli ważne na ziemi, myśli ważne w niebie;

Służmy poczciwej sławie, a jako kto może,
Niech ku pożytku dobra spólnego pomoże.

 

Dodaj komentarz