Targi dają więcej. Komu?

Dwadzieścia lat temu ułożyłem hasło „targi dają więcej”. Już wtedy nie była to fraza nowa, choć w wolnorynkowej gospodarce reklama dopiero raczkowała. Do pary miałem drugie hasło „targi zmieniają paradygmat” i z tymi sentencjami objeżdżałem kraj głosząc wyższość targów nad wszystkimi instytucjami, które istnieją. Co jest prawdą do dziś –  poza targami w Polsce.

Już po roku okazało się, że hasło  „targi dają więcej” nie ma żadnej intrygi semantycznej i żadnego potencjału marketingowego.   Jest nawet niewskazane  w reklamie, bo natychmiast rodzi pytanie o dopełnienie: „czego dają więcej i komu dają więcej”. Po roku zmieniłem tę frazę  na „targi dają najwięcej”, co przysporzyło mi dużo pracy, ale okazało z się skuteczne.

Po prawie dwudziestu latach ten  śmieć reklamowy („targi dają więcej”) kupiła Polska Izba Przemysłu Targowego za bajońską kwotę ćwierć miliona złotych, z czego 200 tysięcy zł wyłożyła gotówką z konta zapasowego, a na resztę złożyli się członkowie samorządu targowego. Nie miałem okazji zaprotestować , bo choć  prezes PIPT Przemysław Trawa zaprosił mnie na tzw. przegląd ofert, było ich sześć,  ale było to już po decyzji. Również Rada Izby została poinformowana, bez żadnej debaty, że zlecenie otrzymała agencja reklamowa obsługująca Targi w Krakowie. Akcją reklamową pod nazwą ”Targi dają więcej” zarządza  Grażyna Grabowska, prezes Targów w Krakowie.

Jaki jest portal „Targi dają więcej” każdy widzi. Z  takim hasłem powinien być  formacyjny, perswazyjny i spersonifikowany. Jest anonimowy. Żadnych nazwisk pod tekstami i żadnej redakcji. W czasach, kiedy marki płacą setki tysięcy za nazwisko, za znaną twarz w spocie reklamowym  – Polska Izba Targowa  pozwala sobie na całkowitą anonimowość. I brak wiarygodności.

W deklaracji ideowej czytamy, że  „Ogólnopolska kampania Polskiej Izby Przemysłu Targowego promuje ideę chodzenia na targi, a także buduje pozytywny wizerunek imprez targowych.”  Można promować ideę chodzenia na grzyby, na ryby  i na skróty, ale „chodzący na targi” są zmorą wystawców. Na targach bywa się dla biznesu, jakikolwiek by  nie był.

Okopy świętej Izby

Wielokrotnie zwracałem uwagę na tę patologię i przed majowym  Walnym Zgromadzeniem zrobię to kolejny raz. Biuro Izby okopało się przed mediami i pilnuje, żeby nic nie przedostało się do środków społecznego przekazu. Choć w swoją misję wpisało promocję i propagandę targów. Ale jest jeden  wyjątek: otóż panie z Biura zaproponowały, żeby ufundować nagrodę „Złotej Tuby” dla dziennikarza, który zechce pisać dobrze o samorządzie targowym. Bo o targach się przecież pisze. Kpina czy cynizm? Złota tuba imperializmu.

Nic nie ma prawa wydostać się poza pomieszczenie Biura PIPT. Nagrody „Ekspozycja Roku” wręczane są w tajemnicy, pokątnie, bez mediów. Żeby, broń Boże, nikt się nie dowiedział, jakich to wspaniałych mamy projektantów, dizajnerów i budowniczych architektury wystawowej. O tym, że jest to tylko i wyłącznie  wewnętrzne wydarzenie służbowe świadczy fakt, że pełną  listę nagrodzonych wymienia się jedynie w „Sprawozdaniu Rady z działalności PIPT na Walne Zgromadzenie”. Że nie wspomnę już o prezentacjach studentów Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, który w Porozumieniu z MTP urządza, w ramach zaliczenia, konkurs na najlepsze  wystąpienie związane z targami i wystawami.  W ubiegłym roku w prezentacjach uczestniczyło około stu studentów. Na stronie PIPT notatka o tym wydarzeniu liczyła niewiele ponad 1o słów. Na stronach TDW – ani słowa, ale za to panie z Izby rywalizują z Magda Gessler, zwłaszcza w urodzie. 

Egoizm i pazerność polskich targów

Targi w Polsce obumierają. Epatowanie polskiego wystawcy i gościa targowego, że kondycja naszych targów jest znakomita jest zwyczajnym kłamstwem. Nasze roczne  przyrosty liczby wystawców i powierzchni ekspozycyjnej są tak niewielkie, że  mieszczą się w granicach błędu statystycznego.  Raport  „Globalny Barometr Przemysłu Targowego”, sporządzony przez UFI, przedstawia globalną kondycję branży, również kilkunastu innych rynków, ale nie dotyczy Polski. Co z tego dla nas  wynika, że według ostatniego  Raportu „dane wskazują, że dla każdego okresu od połowy 2018 do końca 2019, większość firm ze wszystkich czterech regionów świata odnotowała wzrost obrotów brutto. Ten pozytywny obraz jest szczególnie silny w regionie Azji i Pacyfiku oraz Bliskiego Wschodu i Afryki, gdzie odnotowano najwyższy wzrost w ostatnich pięciu latach”

Polski samorząd targowy miał być platformą współpracy najważniejszych instytucji targowych  w celu budowania wiedzy o interesariuszach targowych oraz komponowania marketingu targowego dla wspólnego dobra.

W 1993 roku na zebraniu założycielskim Polskiej Korporacji Targowej  mówiłem, że najważniejsze jest, aby tort targowy do podziału  był coraz większy, a nie, żeby największy kawałek zagarnąć dla siebie.

Znamy prawdę: nieuczciwa konkurencja, zaniechanie etyki w biznesie targowym, uprawianie prywaty w samorządzie targowym, pozorowane działania. Hucpa.

W ostatnim czasie Polska Izba Targowa ogłosiła wielki sukces: oto po dziesięciu latach udało się wydać książeczkę. która ma ledwie 24 strony i tytuł : „Słownik Pojęć Branży Targowej”. Wydany za duże pieniądze. Nie wiadomo po co, skoro my te pojęcia znamy, bo drukowano je w każdym Raporcie PIPT, ale – jak dotąd – żadna redakcja jeszcze tego glosariusza nie otrzymała. Przynajmniej  żadna z tych, do której dzwoniłem.

Ilustracja: Józef Pankiewicz, Targ na jarzyny na Placu Żelaznej Bramy w Warszawie, 1888, Muzeum Narodowe w Poznaniu

Dodaj komentarz