Jak uchylano żelazną kurtynę

Pawilon USA na MTP 1957 r. Po targach pojechał na Triennale do Mediolanu.
Foto: Archiwum

Targi są owocem przedsiębiorczości, talentu i pracy. Są instytucją wolnego handlu, swobodnej wymiany i demokracji. Targi do socjalizmu pasowały jak wół
do karety. A jednak się odbywały, skutecznie promując polską gospodarkę i importując demokrację.

W rankingu najlepszych przedsiębiorstw i instytucji na „100 lat polskiej gospodarki” Międzynarodowe Targi Poznańskie uplasowałyby się bardzo wysoko. Przede wszystkim są jedną z najstarszych polskich marek. Pierwszy Targ Poznański w 1921 r. był oryginalnym polskim startupem, który nieustannie doskonalony, działa do dziś. A korzyści, które przyniosły krajowi MTP, nie sposób przecenić.

Pawilon ZSRR na MTP. Dar narodu polskiego.
Foto: Archiwum

W 1918 r. sytuacja była klarowna: polski kapitał był słabo ukorzeniony, bo przegrywał z zaborcami. Dlatego w odrodzonej ojczyźnie targi wspierały rodzimych przemysłowców, fabrykantów i kupców i wykreowały polski przemysł narodowy.

W 1945 r. sytuacja była odwrotna: komunistyczne władze otrzymały z Moskwy polecenie, że należy wykarczować polski kapitał, fabrykantów i kupców,
a przemysł i handel upaństwowić. Razem z poznańskimi targami, bo innych już w powojennej Polsce nie było. Zostały za Bugiem, za nową wschodnią granicą.

Ostatni dzień ostatnich wolnych targów przypadł w niedzielę 7 maja 1939 r. Były to XIX Międzynarodowe Targi Poznańskie. Uczestniczyło w nich 20 państw, przedwojenny rekord, i zwiedziło je ponad 200 000 osób, z czego większość po sejmowym przemówieniu ministra spraw zagranicznych Józefa Becka sprzed dwóch dni, który powiedział, że „My w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę. Jest tylko jedna rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenną. Tą rzeczą jest honor”.

Plakat reklamujący wystawę USA na MTP 1957 r.
Foto: Archiwum

Atmosfera tamtej imprezy była napięta. Nad niemieckim pawilonem powiewała butnie ogromna flaga ze swastyką, a w pawilonie Wolnego Miasta Gdańska
na wielkim plastycznym planie miasta nie było Westerplatte. Targi zamykano uroczyście, a wystawcy, kontrahenci i goście umawiali się zwyczajowo za rok.

Kto wówczas przypuszczał, że następne międzynarodowe targi odbędą się dopiero za osiem lat, a w niepodległej Polsce – za 50. Przez te pół wieku, w ludowej Polsce, przyjdzie targom działać w atmosferze zimnej wojny, za żelazną kurtyną, na arenie największej w Europie wojny wywiadów. Targi były oczkiem
w głowie Polaków, ale drzazgą w oku bezpieki i komunistycznych władz.

W czasie wojny tereny targowe, jedne z najpiękniejszych w Europie, zostały zniszczone w 80 proc. Ocalały tylko zewnętrzne mury hal. W lipcu 1945 r., bezpośrednio przed obradami konferencji poczdamskiej, Rada Narodowa Poznania podjęła uchwałę o odbudowie i reaktywacji Targów Poznańskich, które były instytucją miejską. Powołano Komisję Targów Poznańskich i zaczęto starania o uzyskanie zgody władz państwowych na organizację targów. W kwietniu 1946 r. Hilary Minc, szef Komitetu Ekonomicznego Rady Ministrów, podjął uchwałę, że od 1947 r. corocznie organizowane będą Międzynarodowe Targi Poznańskie. Jesienią 1946 r. otwarto wystawę „Odzież i dom”. Jednocześnie Biuro Targów Poznańskich organizuje polskie stoiska na kilku targach w Europie, między innymi w Paryżu i Lyonie, eksponując nasze skromne możliwości eksportowe i zapowiadając rychłe otwarcie międzynarodowych targów w Poznaniu.

Medal 50. Targów Jesiennych „Jesień ‘88”.
Foto: Archiwum

Pierwsze po wojnie, 20. z kolei, Międzynarodowe Targi Poznańskie otwarto wiosną 1947 r. Wzięło w nich udział 1604 wystawców, w tym 108 zagranicznych
z 12 krajów. Frekwencja zwiedzających była imponująca – 351 500 osób. Poznań liczył wtedy około 270 tys. mieszkańców. Intencją tych targów było przywrócenie nadziei na powrót do normalnego życia i międzynarodowych kontaktów. Nie było mowy o handlu, bo nasze możliwości eksportowe były znikome. W Poznaniu liczono, że MTP będą wspierały miasto. Dla Polaków zaś było to ważne wydarzenie ekonomiczne i polityczne, bo otwierało nas na świat.

W 1948 roku targi odwiedził Bolesław Bierut, prezydent RP, agent NKWD, który wpisał do księgi pamiątkowej: „Zarząd miasta Poznania pierwszy odbudował tradycję targów międzynarodowych w Polsce i przez to przyśpieszył niewątpliwie aktywizację naszych warsztatów i przedsiębiorstw. Jest to wielką zasługą m. Poznania i dowodem gospodarności Wielkopolan. Należy się im za to wdzięczność całego naszego społeczeństwa”.

Niebawem wszystko okazało się mrzonką. Minister handlu i przemysłu Hilary Minc, jak na ironię syn zamożnego kupca, w czerwcu 1947 r. ogłosił bitwę
o handel, czyli likwidację prywatnego handlu i drobnej wytwórczości. Prawie 80 proc. sklepów było wówczas prywatnych. Jednocześnie na arenie światowej zimna wojna weszła w niebezpieczną fazę. Targi traciły swój handlowy charakter. W 1949 roku tzw. kraje demokracji ludowej powołały do życia RWPG
i załatwiały wszystkie umowy gospodarcze i handlowe. Targi nie były im do niczego potrzebne.

Zimną wojnę jako pierwszy zapowiedział Józef Stalin, który w lutym 1946 r. stwierdził, że „komunizm i kapitalizm nie mogą koegzystować”. Jednocześnie zdecydował o wstrzymaniu wszelkiego handlu z Zachodem. Miesiąc później Churchill w Fulton, w USA, powiedział: „Od Szczecina nad Bałtykiem do Triestu nad Adriatykiem w poprzek kontynentu opadła żelazna kurtyna”. I zakończył tak: „Witamy Rosję na jej prawnie należnym miejscu wśród wiodących narodów świata”.

Premier Wielkiej Brytanii doskonale wiedział, jaki układ polityczny podpisał ze Stalinem w Jałcie. Nie ulega przecież wątpliwości, że był jednym ze sprawców zimnej wojny i to on tę kurtynę spuścił. Również na poznańskie targi.

Tymczasem na MTP w 1950 r. powierzchnia wystawowa wzrosła trzykrotnie, do 59 000 mkw., w targach uczestniczyło 18 krajów, dziesięciokrotnie zmalała liczba wystawców krajowych – ledwie 170, firm zagranicznych było 259, natomiast liczba zwiedzających wzrosła do 1,1 mln. W tym samym tempie, w jakim władze starały się wygasić targi – rosła liczba chętnych, żeby je zobaczyć. Komunistyczny rząd, zaniepokojony tą ciekawością Polaków, zawiesił działalność MPT.

Po czterech latach przerwy, rok po śmierci Stalina, prezydium rządu podjęło uchwałę o urządzeniu XXIV MTP w lipcu 1955 r. Wysoka frekwencja zaskoczyła wszystkich: 24 państwa, 1551 wystawców, w tym 351 zagranicznych, i ponad 1,3 mln zwiedzających. Targi zwiedził Bierut, jako I sekretarz PZPR, co zapoczątkowało zwyczaj wizytowania MTP przez pierwszych sekretarzy. Był też, zaintrygowany fenomenem poznańskich targów, Michaił Susłow – sekretarz KC KPZR, później czołowy ideolog komunistyczny.

W 1956 r., w ostatnim dniu jubileuszowych XXV MTP, w Poznaniu wybuchło robotnicze powstanie. Pochód strajkujących skierował się na targi. Stefan Askanas, legendarny dyrektor targów, polecił otworzyć bramy. Wiedział, że zgodnie z prawem międzynarodowym obszar targów jest eksterytorialny, jak ambasady, czyli wyłączony z miejscowej jurysdykcji. Żadne służby państwowe nie miały prawa tam wejść, o czym poinformował odpowiednie służby. Manifestanci w milczeniu przeszli przez tereny targowe, niosąc transparenty, na których wypisano żądania: chleba i wolności, wyższych płac, wolnych wyborów, precz z okupacją sowiecką, precz z komunizmem. Wszystko obserwowali, fotografowali i filmowali zagraniczni dziennikarze i goście. Tego samego dnia filmy i zdjęcia dowieziono do Berlina Zachodniego, skąd zostały rozkolportowane na cały świat.

Następnego dnia Cyrankiewicz groził w Poznaniu, że każdemu, kto podniesie rękę na władzę ludową, władza tę rękę odrąbie. Nie przeszkodziło to Cyrankiewiczowi rok później, razem z nowym pierwszym sekretarzem Władysławem Gomułką, uroczyście otwierać kolejnych targów. Zresztą, jako wieczny premier, nie opuścił żadnej imprezy. Odtąd Gomułka z Cyrankiewiczem przyjeżdżali regularnie na otwarcia MTP. Pierwszy uprawiał politykę, drugi kupował luksusowe samochody.

Największym wydarzeniem w 1957 r. był pierwsza wystawa Stanów Zjednoczonych w Poznaniu. Dla Polaków odwiedzających ówczesne targi to był historyczny przełom. Przede wszystkim Amerykanie zbudowali własny pawilon wzorowany na kopule Fullera. Nowatorska, zachwycająca hala pokryta nylonem była bolesnym uderzeniem w siermiężny socjalizm. Przed pawilonem samochody, łodzie, żaglówki… Wewnątrz urządzono typowy amerykański dom z kompletnym wyposażeniem: nowoczesne meble, lodówki, piekarnik – wszystko lśniące, nawet toster. To standard dostępny dla amerykańskiego robotnika.

I w latach następnych podobnie. Coca-cola, skafander kosmonauty, kamień z Księżyca. Rząd amerykański pokazywał, jaki jest tam poziom życia i jak ogromna jest przepaść między komunizmem a kapitalizmem. Każdy chciał pójść do Amerykanów i tłok był gigantyczny. Wpuszczano jak do muzeum, nie wszystkich naraz. Prezydent J.F. Kennedy w katalogu targowym USA w 1962 r. objaśniał zwiedzającym: „Wystawa nasza udowadnia, w jak znacznej mierze przyczynia się do rozwoju i postępu konsument, który korzysta z wolności wyboru w zaspokajaniu swoich potrzeb oraz podnoszeniu swojego standardu życia”.

Międzynarodowe Targi Poznańskie były wtedy prawdziwym oknem na świat, bo żelazna kurtyna na chwilę się tu uchylała. W zachodniej obfitości i dostępności dóbr Polacy zobaczyli swoją przyszłość. I pociągnęła ich.

W latach 60. i 70. targi nie mieściły się już na macierzystych terenach. Ekspozycje urządzano nawet poza Poznaniem. Zaczęto więc z wielobranżowych, czerwcowych MTP wyodrębniać imprezy branżowe. Tak powstał m.in. TAKON, znakomite w pomyśle międzynarodowe targi artykułów konsumpcyjnych. Rychło je skasowano, bo minister handlu zagranicznego Jerzy Olszewski oświadczył, że nie będzie dwa razy w roku przyjeżdżał do Poznania. Wielce wymowna była jego ostatnia konferencja prasowa na MTP w 1979 r. Gierkowska propaganda sukcesu padła w zderzeniu z rzeczywistością. Adam Broniarek, dziennikarz „Trybuny Ludu”, organu KC PZPR, zapytał: „Panie ministrze, Polacy są zaniepokojeni, że gospodarka w ruinie, pogrążamy się w długach, co dalej?”. Znużony minister Olszewski odpowiedział: „Nie wiem. Pożyczamy rano, żeby oddać wieczorem. I nikt nie chce już nam pożyczać, bo nie mamy z czego oddawać. Siarka, nasz produkt eksportowy, kończy się. Jest jej mniej, niż obliczyliśmy. Do widzenia”.

Dwa lata później, w czerwcu 1981 r., Lech Wałęsa, przewodniczący NSZZ Solidarność, przyjechał zwiedzić MTP. Personel pawilonu radzieckiego nie życzył sobie wizyty Wałęsy. Ale przewodniczący uparł się, że musi zobaczyć. Kiedy wszedł, Rosjanie pochowali się. Było pusto. Na piętrze wisiały dwa ogromne, misternie tkane kilimy z wizerunkami Lenina i Breżniewa. Rozbawiony Wałęsa powiedział: „O, nie wiedziałem, że Lenin miał syna. Jak to warto zwiedzać targi”.

 

Pierwodruk: Rzeczpospolita, autor Alojzy Kuca, 24.02.2018

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Projektowisko.pl