Good. Nobody is perfect

Czołówka : Targi Książki w Krakowie 2018. To wspólnota zwiedzających, a nie robotnicy przemysłu spotkań.

MICE jest  pismem satyrycznym, choć z pewnością ma wyższe ambicje i celuje gdzie indziej. Pismo poświęcone jest przede wszystkim Żanecie Berus. W pozostałej części numeru redakcja zajmuje się reklamą, autoreklamą, kryptoreklamą, promocją i propagandą MICE, co jest skrótem z angielskiego Meetings, Incentives, Conferences and Exhibitions Industry i  według Wikipedii oznacza „ogół czynności związanych z przejazdem i pobytem uczestników na różne spotkania grupowe, realizowane poza siedzibą organizatora – zleceniodawcy, w celach związanych z aktywnością zawodową uczestników. MICE  staje się coraz ważniejszym produktem turystycznym wielu miast i różnych obiektów spotkań”. W języku środowiskowym nazywa się to turystyką  biznesową lub przemysłem spotkań, a w istocie chodzi o atrakcyjne podróże, zabawę i wyżerkę za służbowe pieniądze.  

Przemysł spotkań to nazwa nieludzka, odczłowieczona i na wyrost. Organizowanie spotkań poza miejscem pracy  tak się ma do przemysłu jak młyn wodny do Huty Katowice.

Żaneta Berus nie zwróciłaby mojej uwagi, gdyby nie styl jej felietonu, w którym oburza się na dziennikarzy, że pisząc  o warszawskim stadionie nie przepisują jego  pełnej nazwy zgodnie z brzmieniem  w Krajowym Rejestrze Sadowym. Berus, żeby przymusić żurnalistów  do pisania o firmach w pełnych tytułach – wygłosiła na koniec kuriozalną sentencję:   ”Warto więc wychowywać dziennikarzy i propagować ideę dbałości o markę i jej wizerunek. To w dzisiejszym świecie jedna z ważniejszych wartości firmy”.

Przez ostatnie sto lat żadnej władzy, żadnemu rządowi, nie przyszło do głowy wychowywać dziennikarzy. Ale Żanecie Berus przyszło. Nawet premier Morawiecki w październiku  ubiegłego roku przypisał sobie jedynie   misję uzyskiwania kontroli ( „sterowności” )  na rynku medialnym, ale nie wychowywania tego rynku, co narusza „suwerenność informacyjną”.

Berus ma obsesję na punkcie widoczności medialnej. Jest mistrzynią świata w robieniu pierwszego wrażenia, co zmyliło już wielu. Ale potem jest gorzej, coraz gorzej, źle i dramatycznie, kiedy usuwa się ją ze środowiska i stanowiska.

W 2016 roku Żaneta Berus, jako prezes EXPO XXI i wiceprezes Polskiej Izby Przemysłu Targowego urządziła i opublikowała w MICE panel dyskusyjny przeciwko Ptak Warsaw Expo, które ledwie zaczęło działalność. Oskarżała,  że Ptak psuje rynek, zachowuje się niemoralnie, kradnie imprezy targowe. Rzecz w tym, że to nie Ptak kradł, tylko Żaneta Berus zawłaszczała cudze imprezy, naruszała  Kodeks Etyczny PIPT, zniszczyła targi Złoto Srebro Czas , które miały dłuższą tradycję niż jej EXPO XXI. Przegrała sprawę w Komisji Rozjemczej polskiego samorządu targowego, gdzie udowodniono jej nieetyczne zachowanie na rynku targowym. Straciła stanowisko w zarządzie Polskiej Izby Przemysłu Targowego. Kilka miesięcy później straciła też  posadę prezesa zarządu w EXPO XXI.

Zaraz po tych degradacjach najęła się do pracy u swojego śmiertelnego wroga, czyli w Ptak Warsaw Expo jako dyrektorka  zarządzająca. Nowemu pracodawcy sprzedała swoje najlepsze cechy – samouwielbienie i hipokryzję. W Nadarzynie, wobec zarządu, zastosowała najprostszą strategię, czyli „Ruszenie osła z miejsca”. Nie wzbudziła zachwytu Ptaków, z którymi objechała polowę świata, żeby wprowadzać panów ze Rzgowa na targowe salony. Kondycji tych targów nie poprawiła, więc też jej podziękowano. Za porażkę  należy uznać ostatnie, nieskuteczne wystąpienie Żanety Berus w konkursie  MP Power Awards 2018 dla Ptak Warsaw Expo.

Kto  czyta MICE

Nie wiem, ilu czytelników ma MICE i kto jest czytelnikiem tego pisma. Wiem natomiast, że materiałów kierowanych  do druku nikt nie czyta. Są niechlujne, bełkotliwe i bez sensu.

Przykładem jest kryptoreklamowy materiał, sygnowany zresztą jako „Promcja”  i zatytułowany „PGE Narodowy – przestrzeń dla biznesu. Rozmowa z Alicją Omięcką, Prezes Zarządu PL.2012+, spółki zarządzającej PGE Narodowym”.

Nie wiem, kto rozmawiał z prezes Omięcką, publikacja nie jest podpisana, rozpoznaję styl Żanety Berus, ale mogę się mylić. Najprawdopodobniej pani prezes rozmawiała sama ze sobą. Z punktu widzenia warsztatu  dziennikarskiego i promocyjnego to materiał  tak humorystyczny, że boki zrywać. W każdym pytaniu jest już odpowiedź. Przepisuję pierwsze pytanie i konkluzje odpowiedzi. Brzmi to tak:

Pytanie: „Najnowocześniejsza arena wielofunkcyjna w kraju, na której odbywają się wielkie widowiska sportowe i rozrywkowe, wyrasta na lidera w przemyśle spotkań i wydarzeń. Co sprawia, że to miejsce jest tak wyjątkowe? „

Odpowiedź: „Adres PGE Narodowego na zaproszeniu stał się już gwarancją udanego wydarzenia, a doświadczeni praktycy z branży spotkań i eventów wiedzą, że miejsce jest bardzo ważne. Wpływa na sukces całego przedsięwzięcia i opinię wśród jego uczestników. Oryginalna przestrzeń, dobra lokalizacja, wysoka jakość usług, personalizacja i elastyczność w kontaktach to najważniejsze cechy poszukiwane przez organizatorów wydarzeń i to wszystko oferuje PGE Narodowy. Arena wielofunkcyjna daje niesamowite możliwości wykorzystania i aranżacji przestrzeni, a jedynym ograniczeniem jest wyobraźnia naszych Partnerów.

Pytanie : czym wyróżnia się PGE Narodowy na tle innych obiektów funkcjonujących na polskim rynku konferencyjnym – wprawia w osłupienie. To tak, jakby zapytać – czym wyróżnia się Centrum Konferencyjne ICE w Krakowie na tle innych stadionów.

MICE  nie nadąża za branżą

Przede wszystkim MICE  odseparowało się od rynku targowego, które liczy kilka setek lat i straciło szansę uczenia się zarządzania eventami.  W praktyce redaktorzy pisma  zajmują się poszukiwaniem odpowiedzi na pytanie „jak się nie nudzić na delegacji”. Tymczasem to, do czego dochodzą dziś marketingowcy z rynku spotkań biznesowych – dawno już przepracowano na targach.

Slang menedżerów tzw. przemysłu spotkań jest infantylny. Dla przykładu:  „Najważniejsze jest lojalizowanie partnerów, sprawianie, aby czuli się wyjątkowo zaopiekowani i docenieni” – ogłasza guru tego przemysłu.

Śmiać się czy płakać?

Dziś w cyfrowym świecie, w epoce natychmiastowej, globalnej komunikacji jesteśmy skazani na interpretację. Ale okazuje się, że istnieją pisma pisane w języku niepodatnym na interpretację, co prowadzi w krainę bełkotu.

IlustracjeCzołówka : Targi Książki w Krakowie 2018. To wspólnota zwiedzających, a nie robotnicy przemysłu spotkań.

Ilustracje autora

Dodaj komentarz